FDSy we Wrocławiu…

W dniach od 6-8 lutego w naszym seminarium odbywały się Franciszkańskie Dni Skupienia. Oto relacja jednego z uczestników.

Czasami trudno nawet w wielu zdaniach zapisać wrażenia choćby z kilku godzin intensywnych wrażeń. Czasami brakuje słów, żeby, choć jedno zdanie napisać.

Poprosił mnie o. Wiktor, żebym napisał relację z Franciszkańskich Dni Skupienia, które teraz odbywały się we Wrocławiu. Przyjechałem na nie z całym ładunkiem myśli, przeżyć, próśb, ale i podziękowań za czas, który minął od ostatnich rekolekcji na Górze Św. Anny. Oprócz tego ciekaw byłem, co i kogo na nich spotkam, ciekaw byłem, jakie tematy będą poruszane na konferencjach.

Było nas 13 nie licząc tutejszych braci kleryków i ojców z Góry Św. Anny, w wieku od 16 do ponad 40 lat. Wśród nas było dwóch „świeżych” obieżyświatów, którzy Bożym zrządzeniem losu powzięli chęć przyjazdu na FDS-y.

Co usłyszałem i co przeżyłem? Na konferencjach, które słuchałem, były poruszane tematy powołania, pracy na sobą, ale też tematy relacji międzyludzkich i na poziomie najważniejszym: relacje Bóg – człowiek.

Na konferencji w piątek o. Kamil mówił o modlitwie w życiu Braci Mniejszych, ale też o modlitwie w życiu każdego człowieka. Mówił o tym, skąd ona wypływa, na jakich filarach jest oparta. Mówił też o tym jak stan modlitwy w życiu mówi o stanie życia wewnętrznego i zewnętrznego człowieka.

W sobotę na konferencji o. Alan mówił o swoim powołaniu, o decyzji, jaką podjął w okresie matury, a którą było pójście do zakonu. Zachęcał, żeby decyzję, jaką się podejmuje podejmować w całości, nie zostawiając sobie pola do rezygnacji albo ucieczki i wskazywał, że czasami słowo odwaga znaczy tyle, co „Wojtyła”.

Po konferencji o. Alana była konferencja o. Wiktora o pracy nad sobą. Tłem dla niej była postać Św. Piotra, który tak na prawdę zaczął pracę nad sobą, po tym jak zapłakał po usłyszeniu piejącego kura. Pracę nad sobą warto rozpocząć od jednej wady (tej głównej), jaką człowiek ma w sobie.

Po tych parędziesięciu godzinach mam wrażenie, że najwięcej dało mi to, czego nie widać było na pierwszy rzut oka. Poczucie braterstwa dało nam szansę na poczucie i przeżycie tego, czego czasami potrzeba w życiu: takiej zwyczajnej ludzkiej życzliwości, wyśmiania się do łez, rozmowy na tematy głębsze niż szkoła, czy też praca. Chwil takich nie jest dużo z przyczyn od człowieka czasami niezależnych, a i czasami dość trudnych.

Dużo dawała mi Adoracja Najświętszego Sakramentu prawie w zupełnej ciszy. W takie chwili jest szansa na wyciszenie też samego siebie. Posłuchania tego, co mówi Jezus w moim sercu. Na co chce mi zwrócić uwagę. Nie było tak, że przemówił swoim głosem. Czasami zwrócił uwagę na jakąś sytuację, czasem podsunie jakąś myśl czy skojarzenie z tekstem biblijnym. Czasami jednak postawił jakieś sprawy czarno na białym: albo Ja albo ty.

Z czym wróciłem do domu? Trudno mi tak na 100% powiedzieć, a tym bardziej napisać, bo świeże przemyślenia czasami nie ogarniają tego jednego albo kilku drobnych zmian, albo przemyśleń. Chyba to, co mówił o. Alan. (może nie dosłownieJ). By żyć z Bogiem trzeba porzucić myśl o kierowaniu swoim życiem tylko i wyłącznie według własnej woli i rozeznania. Trzeba żyć tak, aby praca, odpoczynek, sen, marzenia, plany, pomysły wypływały ze wzajemnej miłości i zaufania. To, co chce nam dać nasz ukochany Tata jest dla nas dobre, nawet, jeśli pojawi się wśród nich coś, co dla nas na pierwszy rzut oka jest złe, niemiłe, bolące. Cisną mi się teraz na usta najtrudniejsze, ale i najłatwiejsze słowa: Jezu, ufam Tobie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>